poniedziałek, 14 lipca 2014

Prolog

Tutaj w Los Angeles, najludniejszym mieście stanu Kalifornia nikogo nie interesuje ile masz lat, jakiej jesteś płci, czy masz rodzinę i czy aby przypadkiem nie jesteś w ciąży. Tutaj ludzi interesuje tylko jedno: ilość zer na twoim koncie. W Mieście Aniołów istnieją dwa największe gangi Ameryki Północnej – Kings i Fires*. Justin do niedawna należał do jednych z tych gangów, które napadały na biznesmenów czy ważnych udziałowców, czyli Fires. Skąd ta nazwa? To proste – wszędzie gdzie się przewinęli pozostawiali za sobą charakterystyczny ślad, który wymagał nie raz interwencji dwóch, trzech, a nawet czterech wozów strażackich. Palili wszystko po kolei: domy, lasy, bary, biurowce. Nie ważne, ludzie musieli wiedzieć, że Evans i jego grupka się tamtędy przewinęli.
Spencer Evans – najlepszy przyjaciel Justina, przywódca gangu. Wbrew pozorom Bieber był najmłodszym członkiem, jako iż liczy sobie tylko dwadzieścia lat. Evans nieco więcej, ponieważ aż dwadzieścia pięć. To właśnie on zaproponował niegdyś szesnastoletniemu blondynowi wstęp do Firesów, na co on ochoczo się zgodził. Ba! Wcześniej szwendał się za Spencerem i jego kumplami miesiącami, by tylko pozwolili mu do nich dołączyć. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, imponowali mu.

                Nowy, słoneczny dzień w Los Angeles. Nowy dzień, a za tym idą nowe możliwości, które niejeden tutejszy chłopak wykorzysta. Cóż, wbrew pozorom Justin nie ma zamiaru się naćpać z samego ranka, co ostatnimi czasy często mu się zdarza. Chłopak wybiegł z domu z deskorolką w lewej dłoni, nie trudząc się nawet, by założyć koszulkę. Popchnął deskę i już po chwili w dostosowanym tempie sunął na niej przez Jackson’s Street, w międzyczasie podłączając do swojego nowiutkiego iPhone’a dopasowane kolorystycznie czarne słuchawki. Komórkę schował do tylnej kieszeni nisko zawieszonych na jego wąskich biodrach spodni, a w jego uszach rozbrzmiały pierwsze nuty Headlines Drake’a.
            Blondyn nie przejmował się czerwonym światłem czy też tym, że łamał przepisy zwyczajnie jeżdżąc na deskorolce. Bo przecież kto będzie sobie nim teraz zawracał głowę, gdy w mieście trwa pościg za złoczyńcą, który napadł na bank i w swoim czarnym vanie wiezie dziewięćset tysięcy dolarów, które ukradł z pobliskiego banku? Dłużej się nie zastanawiając Bieber przejechał przez ruchliwą ulicę, nie zwracając uwagi na nadjeżdżające samochody osobowe bądź tiry. „Poczekają” pomyślał.
            Zatrzymał się dopiero w parku na chwilę odpoczynku. Usiadł na niedawno odnowionej ławce i wyciągnął z kieszeni komórkę, na wyświetlaczu, której widniał napis „3 nieodebrane połączenia od: Evans”. Dwudziestolatek teatralnie przewrócił oczyma, po czym przesunął swoim smukłym palcem po kolorowym wyświetlaczu urządzenia, by po zaledwie dwudziestu sekundach przyłożyć je do ucha. Delikatnie stukał palcami drugiej dłoni w udo wsłuchując się w piosenkę Rihanny, której tytułu nie znał.
            - Na cholerę ci ten pieprzony telefon, Bieber? – oto jak ich rozmowę rozpoczął Evans. Szatyn pokręcił głową i wziął głęboki wdech, po czym kontynuował. – Mam dla ciebie zlecenie, bądź u mnie za godzinę – po czym się rozłączył, nim Justin zdążył odmówić, co rozzłościło chłopaka. Rzucił parę bluźnierstw pod adresem kumpla, po czym schował iPhone’a i podniósł się, stając od razu na desce, na której dojechał w kilkanaście minut pod dom Spencera.
        
  - Co do… - wychrypiał szatyn, widząc Justina w progu drzwi jego sypialni.
            Co w tym dziwnego? Pomijając fakt, że w łóżku niebieskookiego leży naga kobieta – nic. Blondyn odkaszlnął i przeczesał dłonią włosy, czując niemałe zakłopotanie, po czym wskazał na głąb korytarza i wyszedł z pokoju, zamykając drzwi.

            Po równych piętnastu minutach i dwudziestu sekundach, które Justin naliczył, w salonie piętro niżej pojawił się Spencer w samych bokserkach od Calvina Kleina, którymi tak samo jak jego towarzysz lubił się chwalić. Ach, ci chłopcy…
            - To był najbardziej traumatyczny widok w moim życiu – blondyn wzdrygnął się, chcąc zdenerwować kumpla. Na marne, Evans wziął głęboki wdech i usiadł na fotelu naprzeciwko, kładąc nogi na szklanej ławie. – Po co mnie tu ściągnąłeś? – dodał, kładąc dłonie na udach, a nogi na ławie tak, jak Spencer.
            - Pamiętasz moją kuzynkę Amelię, prawda?
            - Tę z aparatem na zębach, która goniła żaby w ogródku twojej babci? – chłopak uniósł brwi, nie kryjąc rozbawienia. – Tak, pamiętam.
            - Jej rodzice muszą się teraz ukrywać, a my musimy ich chronić, więc jutro z samego rana wyjeżdżamy do Phoenix…
            - Nie mogłeś po prostu powiedzieć mi tego przez komórkę? Zacząłbym się już pakować.
            - Widzisz, Bieber, tutaj jest problem. Jako, iż tak zadecydowała znaczna większość, zostaniesz i zaopiekujesz się Amelią i jej siostrą. Będziesz dla niej jak kuzyn, czy coś w tym stylu. Wierzę, że Ci się uda. Tu masz adres, mój nowy numer, gdyby coś się działo – dzwoń – skwitował Evans, po czym wrócił do swojej towarzyszki, zostawiając Justinowi pomięty kawałek zielonej karteczki.
            Złość, która w nim zaczęła narastać była nie do opisania. Jak on mógł?! Sądził, że będzie brał udział w napadach, a nie niańczył żałosną kuzynkę swojego najlepszego kumpla. Owszem, to było parę lat wstecz, ale to niemożliwe, żeby zmieniła się, prawda?
            Justin kopnął nogą w szklaną ławę z taką siłą, że dwie porcelanowe filiżanki, które na niej stały, spadły i potłukły się. Nie dbał o to. Ignorując promieniujący ból w nodze, chłopak wyszedł z domu trzaskając drzwiami i chowając karteczkę do tylnej kieszeni spodni, wskoczył na jadącą już deskorolkę. Nie miał już ochoty słuchać muzyki, bowiem jego mózg był przepełniony chmurnymi myślami. Kto by pomyślał, że Justin Bieber, dwudziestoletni przystojny chłopak z gangu, dostanie na zlecenie opiekować się jakimiś bachorami? Kurwa.

Od autorki: Witam Was serdecznie na moim nowym fanfiction o Justinie! Mam nadzieję, że to opowiadanie znajdzie sobie paru wiernych czytelników :) Jeśli przeczytałeś/aś proszę skomentuj, chcę zobaczyć ile Was tu było. Dodawajcie się do obserwujących i zapisujcie do zakładki informowani. Co do szablonu - niedługo się zmieni, jak na razie szukam kogoś, kto mógłby mi go zrobić.
*gangi zostały wymyślone na potrzeby opowiadania.
Do następnego x - mademoiselle

4 komentarze:

  1. Wow na początku myślałam, że skoro gangi i tego typu sprawy to będzie już po prostu takie samo jak większość ff, które czytałam, ale motyw z opieką jest genialny! Jestem cholernie ciekawa jakie będą relacje między nim a Amelią x

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa fabula, Justin jako opiekun bdjdbxivsidbs Omfg *-* @SkaylerW

    OdpowiedzUsuń
  3. zaczyna się ciekawie i inaczej trochę niż inne ff bo justin będzie nianią haha, podoba mi się x /@bizztario

    OdpowiedzUsuń
  4. jak narazie swietnie, na pewno bede czytac dalej mam nadzieje ze dodasz szybko 1 rozdzial

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy